Patrz na Niego, który dla Ciebie został wzgardzony,
stań się dla Niego wzgardzona na tym świecie i idź za Nim.
Św. Klara z Asyżu

Patrzę. I widzę, jak bardzo jesteś znienawidzony przez tę Miłość, którą mnie ukochałeś. Nadal jesteś, tysiące lat po Swojej śmierci. Przez tę Miłość, która zaprowadziła Cię na Golgotę i pozwoliła przybić do Krzyża. Patrzę. I widzę miłość mimo wszystko, a nie za coś. Tak naprawdę czym się mogę przed Tobą pochwalić? Co mogę zrobić, żeby sobie zasłużyć na taką Miłość? Sumienie nie kłamie. Nie mogę zrobić nic. Nawet największe moje „zasługi” są niczym w porównaniu z tym, co Ty zrobiłeś dla mnie. Patrzę i widzę Boga, który dla mnie, bez żadnych gwarancji na odwzajemnienie tego uczucia, stał się Człowiekiem i pozwolił się zabić, żebym ja mogła żyć. Czytam Ewangelię i dotykają mnie fragmenty, gdy jesteś odrzucony, wyśmiany, wzgardzony. Lecz to Cię nie powstrzymuje. Patrzę na Ukrzyżowanego i widzę odwagę Serca, które nie bało się wyszydzenia, wyśmiania, pukania się w czoło, agresywnych słów i gestów, które nie cofnęło się przed bólem – dla mojego dobra! Patrzę na Zmartwychwstałego, Lwa z pokolenia Judy, który zwyciężył zło – po to, żeby ono nie pokonało mnie!
Iść za Tobą… to podróż, która jak każda inna rozpoczyna się od postawienia pierwszego kroku. Od otrząśnięcia się z myśli “co powiedzą ludzie?”, “co o mnie pomyślą?”, “co mnie na tej drodze spotka?”, “czy dam radę, czy to nie za trudna trasa?”. Od otrząśnięcia się z obaw, niepokoju, niepewności, z gdybania… Bo może się potknę, upadnę. Wystarczy Ci mojej łaski – mówisz do mnie. Postęp mojej wędrówki jest sprawdzianem tego, na ile ufam Twemu Słowu, Twym obietnicom! Podróż z Tobą uwalnia mnie od potrzeby perfekcjonizmu, od narzuconego przez świat ideału, który nie ma nic wspólnego z tym, do czego mnie powołujesz, od zniechęcenia. Twoja łaska nie jest adekwatna do moich sukcesów, bo Ty nie nagradzasz za dobre wyniki, ale za wierność trwania przy Tobie – mimo wszystko. Nie chcesz, żebym była idealna, lecz pragniesz, abym doskonaliła się i wzrastała w wierze cierpliwie, akceptując swoją słabość o tyle, o ile ufam w Twoją wszechmoc. Nie zatrzymujesz mnie przy Sobie na siłę, bo miłość nie znosi ograniczeń i przestaje być miłością, gdy zostaje zamknięta w klatce. Wybaczasz mi moje małe odejścia od Ciebie, bo bardziej cieszą Cię moje powroty. Ocierasz moje łzy. Rozumiesz, że czasami nie mam siły samej powstać z upadku, wiesz, że to nie rezygnacja, że czekam na Twoją wyciągniętą dłoń. Już się nie boję porażki, bo wiem, że przychodzisz mi z pomocą na tyle różnych sposobów. I idziemy dalej! Wlewasz w moje serce odwagę, aby spróbować jeszcze raz. Nie powstrzymuje mnie to, że świat mnie wyśmieje, że dawni przyjaciele odwracają się i już im nie po drodze ze mną, że usłyszę przykre słowo, że będę niezrozumiana. Wlewasz w moje serce pokój, bo nawet jeśli jestem wzgardzona, nie jestem odrzucona, nie przez Ciebie! Nie powstrzymuje mnie wytykanie dawnych błędów i grzechów, przez “życzliwych”, którzy nie rozumieją jeszcze, że Ty uwalniasz od przeszłości, uzdrawiasz teraźniejszość i ofiarowujesz dobrą przyszłość. Dobrą, bo z Tobą, choć być może nie wolną od trosk i cierpienia. Nie zniechęcają mnie, a jeśli – to na krótko, trudności i przeszkody. Nie przeszkadzają Ci te przystanki na drodze, gdy muszę zregenerować siły, wziąć głęboki oddech, otrzeć pot z czoła, bo to nie wyścig. Bo świętość nie jest punktem wyjścia, lecz dojścia. Wiesz, że z Tobą poradzę sobie ze wszystkim, więc towarzysz mi cierpliwie.

Modlitwa: Jezu, dziękuję Ci, że towarzysz mi w życiu i dodajesz sił. Dziękuję za Twoją świętą cierpliwość i niewyczerpane Miłosierdzie, za Twoją Miłość na śmierć i Życie! Chcę iść za Tobą, ale wiem, że jestem tylko człowiekiem z całym bagażem słabości i ograniczeń. Umocnij mnie Swoją łaską, poślij do mnie Swego Ducha i wlewaj nieustannie w moje serce odwagę, by trwać przy Tobie. Przymnóż mi wytrwałości i rozpal we mnie pragnienie Nieba, abym nie cofnęła się z tej drogi, którą mnie poprowadzisz. Amen!