My, ludzie wierzący, którzy już w jakiś sposób doświadczyliśmy miłości Boga i chcemy nią żyć, często modląc się doświadczamy różnych pokus i zniechęcenia. Pewnie wielu zna to uczucie, kiedy było się „świeżo” po nawróceniu i modlitwa przychodziła sama do serca, czuło się wielką potrzebę rozmowy z Panem, przebywania z Nim. A po jakimś czasie, kiedy pojawiły się różne bodźce, ta chęć modlitwy już nie była tak wielka, często brakowało na nią czasu lub wręcz nie miało się na nią ochoty. I co robi wtedy taki przeciętny Kowalski? Chyba ma dwie drogi…. Pierwsza jest taka, że zupełnie rezygnuje z modlitwy, bo uznaje, że nic na niej nie odczuwa, nie umie się już modlić. Natomiast druga droga będzie biegła zupełnie w innym kierunku – człowiek zacznie szukać Boga mimo tych trudności. Czasem jest to bardzo ciężkie. Bo przecież tak też jest w życiu z różnymi rzeczami, wydarzeniami, że gdy sprawiają nam radość i spełniamy się w nich, to możemy wykonywać je latami, ale gdy nas nudzą i stają się jałowe to najchętniej nie mielibyśmy z nimi nic wspólnego. I to oczywiście jest godne pochwały, że chcemy się modlić mimo przeciwności. Bo Bóg często nas doświadcza, żeby sprawdzić naszą wiarę. Nie robi tego, bo nas nie kocha, wręcz przeciwnie – chce, abyśmy za Nim zatęsknili i przez to potem jeszcze bardziej doceniali jego cudowną miłość. Chce zobaczyć, czy mimo braku odczucia Jego obecności wytrwamy do końca.

Jest także inny problem dotyczący modlitwy. Często modlimy się bez serca, wypowiadając tylko jakieś słowa, formułki. Robimy to na pamięć, pogrążeni w myślach o naszej codzienności. I może nie widzimy w tym nic złego, bo przecież w końcu się modlimy…. Zasadniczy błąd polega na tym, że Bóg nie chce takich słów bez wkładu własnego. Oczywiście każdej modlitwy słucha, ale „lepiej modlić się sercem bez słów, niż słowami bez serca…” (John Bonyan).

Lepiej zwyczajnie przy Nim trwać, patrzeć na Niego i nie mówić nic. Chyba jedną z piękniejszych modlitw (jak nie najpiękniejszą) jest modlitwa uwielbienia. Gdy jesteśmy już naprawdę przybici i nie mamy chęci do modlitwy,  może spróbujmy uwielbiać Pana właśnie za to, że nie umiemy się modlić, że nam nie wychodzi. Wychwalajmy go, śpiewajmy dla Niego, nawet tańczmy!

„Zabrzmijcie radosnym śpiewaniem,
wszystkie ruiny Jeruzalem!
Bo Pan pocieszył swój lud,
odkupił Jeruzalem.” Iz 52, 9

Niech te „ruiny” naszych serc zaczną go uwielbiać. Stańmy się jak dzieci, które bezgranicznie ufają i pokładają nadzieję w swoim Tatusiu.

Panie, naucz nas sercem pełnym wdzięczności śpiewać Tobie „Alleluja”!

AMEN