Idę za Jezusem krok w krok. Z nieba leje się deszcz, wokół mnie ludzie pięknie ubrani, zamyśleni. Ksiądz skręca w kolejną ulicę. Z ust wiernych rozlega się głos: „Twoja cześć, chwała nasz wieczny Panie…”. Dziewczynki pięknie ubrane w białe sukienki sypią Jezusowi pod nogi kwiatki, chłopcy dzwonią głośno dzwonkami.

Staram się iść tak codziennie w oktawie Bożego Ciała. Idę za Nim, który jest nieskończoną miłością, a z moich ust i serca wydobywa się modlitwa prośby. Czuję, że to, o co proszę Chrystusa, jest mi takie niezbędne, moje życie się posypie, jeśli moja modlitwa nie zostanie wysłuchana. I tak codziennie przez osiem kolejnych dni.

Idę jak żebrak, nie mam już sił, ale idę nadal. Ta sama trasa, ten sam kościół, pieśni też często powtarzane. Ostatniego dni moja modlitwa zostaje wysłuchana, wypełniona jak zawsze ponad nadmiar, zdarza się dla mnie mały cud, a właściwie wielki.

Wracam z kościoła do domu i już wtedy wiem. Cały czas skupiona na tym, o co proszę, mówiąca o miłości do Jezusa przysłoniętej moimi pragnieniami. Czasem mam wrażenie, że moja modlitwa prośby jest niekończącym się wołaniem. Nam ludziom ciągle mało.

Następnie uświadamiam sobie, o jak przyziemne rzeczy proszę Boga. I odczuwam ten niedosyt, który towarzysz mi po każdej wysłuchanej modlitwie. Niedosyt Boga samego. A ile razy Jezus w Ewangelii zapewnia mnie, że wie, czego mi potrzeba, że skoro troszczy się o roślinność, zwierzęta, przyrodę to oczywiście zatroszczy się też o mnie?

Czy zastanawiasz nad tym, o co prosisz Boga? Czy Twoje pragnienia nie są zbyt przyziemne? Czy niebo nie ma być nagrodą za trudy, które mamy znosić na ziemi?

Dociera do mnie po raz kolejny zrozumienie, że szczęściem nie będzie dla mnie nigdy zadowoleniem z życia tutaj na ziemi, a nawet gdyby to będzie ono tak bardzo ułomne i niepełne. Dopiero gdy zbliżę się do Boga, gdy moja relacja z Nim będzie piękna, moje życie nabiera sensu. Wielu świętych uczy nas, że to życie nigdy nie uczyni nas spełnionym, zawsze będzie nam mało. Dopiero w Nim samym mogę odkryć pełnię, podążając Jego drogą, mogę znaleźć sens, a trwając w Jego łasce, mogę biec do nieba.

Chryste! Obyś to Ty był moim celem, nieustannym dążeniem i sensem. Naucz mnie rozpoznawać moje pragnienia i skupiać się na tych, które będą drogą do Ciebie. Amen!