,,Będziemy dziękować Panu Bogu naszemu, który doświadcza nas tak, jak naszych przodków. Przypomnijcie sobie to wszystko, co On uczynił z Abrahamem, i jak doświadczył Izaaka, i co spotkało Jakuba. Jak bowiem ich poddał Bóg próbie ogniowej, by doświadczyć ich serca, tak i na nas nie zesłał kary, lecz raczej dla przestrogi karci tych, którzy zbliżają się do Niego.” Jdt 8, 25-26a.27

Często rodzi się w naszych głowach pytanie: Dlaczego ja mam tak ciężko i zawsze pod górkę, czym sobie na to zasłużyłem? Wtedy zaczyna się grzebanie w przeszłości, rozdrapywanie ran (nawet i tych już zagojonych) i wyrzucanie sobie każdego błędu i porażki. ,,Gdybym tego nie powiedział/zrobił, to tak by się nie stało” Nic bardziej mylnego! Owszem, trzeba przyjąć konsekwencje naszych wyborów, ale konsekwencje nie są równoznaczne z karą.

Każdego Bóg doświadcza w inny sposób, ale nigdy ponad to, co jesteśmy w stanie wytrzymać. Doświadczenie można określić mianem próby, z której jakoś trzeba wyjść. No właśnie – jakoś. Najlepszym rozwiązaniem byłoby wychodzenie z każdej próby zwycięsko, z podniesioną głową. Niemożliwe?! A jednak! Za każdym razem gdy podejmujemy walkę, to już stajemy się zwycięzcami. Niektóre ,,próby” są po prostu dłuższe. Nam wydaje się, że ciągle jest beznadziejnie i już nie widzimy światełka w tunelu. A tu nagle wychodzimy z wszystkiego bez szwanku. Dopiero patrząc na to wszystko z perspektywy czasu, mamy realny obraz. Wtedy można ocenić nasze zachowanie, a przede wszystkim cel, bo przecież każde doświadczenie ma jakiś ukryty cel. Kiedy zły nam pokazuje, że jesteśmy beznadziejni w pewnym aspekcie, to Bóg udowadnia nam, że w innym jesteśmy mistrzami świata! Chodzi tu oczywiście o zdrowe aspekty, a nie np. jestem mistrzem świata w obgadywaniu brata. Nie, nie, nie! Może i mam problem z lenistwem, ale językiem nie ranię innego człowieka, lub odwrotnie – jestem impulsywny i porywczy, ale mam serce otwarte na drugą osobę. Każdy ma inne talenty i to właśnie one mogą być naszą skuteczną bronią w walce ze złem i własnymi słabościami.

Myślę, że każda próba jest tak naprawdę wielka łaską. Łaską, dzięki której jeszcze bardziej odkrywamy Miłość Boga do człowieka. Powinniśmy dziękować za każde doświadczenie, bo przez nie właśnie możemy złączyć się z Jezusem Chrystusem – Tym, który przez własne cierpienie odkupił każdego z nas. Może i z perspektywy ludzi On przegrał, bo umarł. I to jeszcze tak męczeńską śmiercią – tu na ziemi obnażony ze wszystkiego, wyszydzony, wykpiony.  Jednakże ta śmierć, ten ból, którego doświadczył jako człowiek, okazały się wielkim zwycięstwem. Ono zrodziło nadzieję, będąc jednocześnie wyrazem niewyobrażalnej miłości i troski Boga o każdego człowieka.

Oddając Bogu swoje cierpienie, ucisk czy słabość, możemy być pewni jednego: On swoją potęgą przemieni to w swoim czasie i według swojego zamysłu.

Zaufaj Mu. On wie co robić wtedy, gdy Tobie już zwyczajnie brakuje sił.