Ef 3, 14-16: Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka.

Pewnie jeszcze sobie z tego nie zdajesz sprawy, ale jest niesamowicie bogatym człowiekiem. I to wcale nie jest ani żart, ani pobożne życzenie. W powyższym fragmencie św. Paweł dwukrotnie powołuje się na Boży „majątek”, który podobno ma być naszym udziałem.

No to gdzie się podziały te bogactwa? Kazik Staszewski w legendarnym refrenie śpiewał: „Wałęsa, oddaj moje sto milionów!” Może powinniśmy w ten sam sposób zawołać do Boga?

Nietrudno się domyślić, że Paweł z Tarsu nie miał na myśli pieniędzy ani innych dóbr materialnych. Paweł modli się za swoich braci chrześcijan w Efezie (a wierzę, że również i za nas): Niech [Ojciec], według bogactwa swojego majestatu, obdarzy was przez swojego Ducha siłą umacniającą wewnętrznego człowieka Bóg z samej swojej natury jest tym, który chce dawać. I to bezustannie! Mało tego, możemy mieć pewność, że to, co chce On nam dać, jest dobre i jest darem Jego miłości. Bóg po prostu już tak ma, inaczej nie potrafi, jak tylko dawać miłość swoim dzieciom. Krótko mówiąc – skoro mamy „dzianego” Ojca, to i my również jesteśmy bogaci.

Powstaje jednak problem, kiedy spróbujemy sobie odpowiedzieć na pytanie, co ta prawda zmienia w naszym życiu? Sam próbowałem znaleźć odpowiedź i powiem szczerze, że wcale nie było to takie proste. Istnieje tylko jeden sposób doświadczenia tej prawdy, o czym zresztą wspomina św. Paweł: Niech Chrystus przez wiarę zamieszka w waszych sercach (Ef 3, 17). Słowo „wiara” jest dla wielu z nas oklepane i oczywiste. Jednak czy jest coś oczywistego w wierze w to, że nastoletnia kobieta bez udziału mężczyzny urodziła Boga, który został zabity i po 3 dniach Zmartwychwstał? Gdyby wziąć te fakty czysto po ludzku – jest to kompletnie nierealne.

Sam bardzo często zapominam o tym, że wiara jest łaską, i że dla innych to w co wierzę wcale nie musi być tak proste jak 2+2=4. Cały urok wiary polega na tym, że jest ona nie tylko darem, ale również konkretną robotą. Moglibyśmy w tym miejscu zacząć przerzucać się teraz definicjami wiary, z tą katechizmową włącznie. Dla mnie osobiście sama wiara w Boga nie wystarczy – nie chodzi bowiem o to, żeby wierzyć w Niego, ale żeby wierzyć JEMU. To o wiele trudniejsze, ponieważ rzucamy się na głęboką wodę wejścia w relację z żywym Bogiem, który przestaje być marionetką w rękach naszych wyobrażeń o Nim. Św. Augustyn powie wręcz, że to co powiemy o Bogu, już Nim nie jest. Jest w tym głęboka prawda – Boga nie da się poznać w tym ziemskim życiu raz na zawsze, On ciągle się przed nami odkrywa. To odkrywanie – Boga i siebie samego – dokonuje się jednak w nieustannym dialogu, który zakłada wypowiedź obu stron. Dialog ten dokonuje się nie tylko przez naszą szczerość wobec Niego i mówienie wprost, o co nam tak naprawdę chodzi. Bóg również chce mówić do nas, my jedna niestety nie zawsze okazujemy się dobrymi słuchaczami. Słuchanie Boga nie obejdzie się bez uczciwego i głębokiego wejścia po pierwsze – w Słowo Boże, po drugie – w swoje własne serce.

Oby wypełniła się w naszym życiu modlitwa św. Pawła: Obyście poznali miłość Chrystusa, która przewyższa wiedzę, i zostali napełnieni całą pełnią Boga.